500 miljonów Begumy/19

Free texts and images.
Jump to: navigation, search

Rozdział XVIII 500 miljonów Begumy • Rozdział XIX • written by Juliusz Verne Rozdział XX
Rozdział XVIII 500 miljonów Begumy
Rozdział XIX
written by Juliusz Verne
Rozdział XX
Uwaga! Tekst wydano w 1931 r. i jego słownictwo pochodzi z tamtej epoki. Proszę nie nanosić poprawek!

Rozdział XIX
Sprawa familijna.

W ciągu tego opowiadania może za mało mówiliśmy o osobistych sprawach naszych bohaterów. Wolno nam zatem teraz wspomnieć o tem i pomyśleć o nich dla nich samych.

Trzeba wiedzieć, że dobry doktór nie tak wyłącznie należał do istoty zbiorowej, do ludzkości, żeby wszelka jednostka miała zniknąć dla niego, nawet wtenczas, kiedy unosił się w świat ideałów. To też uderzyła go nagła bladość, jaką okryła się twarz Marcelego przy tych ostatnich słowach. Wzrok jego starał się odkryć w oczach młodzieńca tajemną przyczynę wzruszenia. Stary doktór milczał, czekając może aż Marceli przerwie to milczenie; ale Marceli wysiłkiem woli zapanował nad sobą i odzyskał zimną krew. Na twarz jego wrócił zwykły rumieniec, postawa zaś zdawała się wyczekiwać dalszego ciągu rozmowy.

Doktór Sarrasin, trochę zniecierpliwiony tem szybkiem zapanowaniem nad sobą młodzieńca, zbliżył się do niego; potem poufałym ruchem, zwykłym w zawodzie lekarza, wziął jego rękę i zatrzymał w swojej, jakgdyby rękę chorego, którego puls chciał zbadać delikatnie lub tylko może przez roztargnienie.

Marceli, nie zdając sobie sprawy z zamiarów doktora, pozwolił się ulegle trzymać za rękę i nie rzekł ani słowa.

– Mój Marceli, – rzekł mu stary jego przyjaciel, – wrócimy później do naszej rozmowy o przyszłych losach Stahlstadt’u. Ale wolno, pracując nad polepszeniem losu wszystkich ludzi, zająć się losem wszystkich tych, których kochamy, tych, którzy obchodzą nas bliżej. Otóż, zdaje mi się, że nadeszła chwila, kiedy mogę pomówić z tobą o pewnej młodej dziewczynie, której imię zaraz ci wymienię, a którą po raz dwudziesty może od roku proszono o rękę. Propozycje te pochodziły po większej części od takich ludzi, że najwybredniejszy gust mógłby zadowolić się niemi, a jednak młoda dziewczyna odpowiadała rodzicom swoim „nie” i zawsze nie!

W tej chwili Marceli nagłym ruchem uwolnił rękę swą z dłoni doktora.

Ten, czy to dlatego, że dostatecznie już zrozumiał stan swego pacjenta, czy nie zauważył, że młody człowiek odebrał mu i dłoń swą i zaufanie, mówił dalej, nie zdając się zwracać uwagi na ten wypadek.

– Ale, mówiła matka młodej osoby, powiedz nam, jaka jest przyczyna tej wciąż powtarzającej się odmowy. Wychowanie, majątek, dobre stanowisko, powierzchowność, wszystko zdaje się odpowiadać potrzebnym warunkom! Dlaczego odpowiadasz zawsze: nie, i to tak stanowczo, tak szybko, nie dając sobie nawet czasu do namysłu! Zwykle nie jesteś tak stanowczą!

Dziewczyna przemówiła wreszcie, a że ma umysł jasny i charakter prawy, przełamawszy zatem milczenie, rzekła:

– Odpowiadam „nie” z taką samą szczerością, z jaką odpowiedziałabym „tak”, gdyby serce moje wyrzekło to słowo. Zgadzam się z tobą, matko, że z partyj tych niejedna mogłaby być odpowiednią dla mnie; ale wyobrażam sobie, iż wszystkie te starania nie do mnie właściwie się odnoszą ale do najbogatszej w mieście panny na wydaniu. Myśl ta niebardzo mnie zachęca do powiedzenia „tak”; ośmielę się jeszcze dodać, ponieważ żądasz tego, że żadna z tych propozycyj nie jest tą, której czekałam.

– Jakto! – rzekła matka w osłupieniu – ty…

Nie dokończyła swoich słów, bo nie wiedziała, jak je zakończyć i w ciężkiem zmartwieniu zwróciła wzrok ku mężowi, błagając o pomoc i ratunek.

Ale ten, czy dlatego, że nie chciał mieszać się do tej sprawy, czy, że sądził, iż lepiej będzie, jeśli matka z córką porozumieją się najprzód, dość, że udał, iż nie rozumie o co chodzi, i biedne dziecko zarumienione ze wstydu i zakłopotania, a może nawet trochę z gniewu, nagle postanowiło dokończyć wyznania.

– Powiedziałam ci, kochana mamo, – odrzekła, – że prośba o moją rękę, której czekam, może nie prędko nadejdzie, a nawet może nie nadejdzie wcale. Dodam jeszcze, że to opóźnienie, chociażby nawet miało być nieokreślone, nie może mnie ani dziwić, ani razić. Jestem na nieszczęście bardzo bogatą – ten, na którego czekam jest bardzo biedny i dlatego milczy i ma słuszność. Jego rzeczą jest czekać…

– A czemu nie naszą zbliżyć was oboje, – rzekła matka, chcąc może zatrzymać na ustach córki wyrazy, które bała się usłyszeć.

Wtedy wmieszał się mąż.

– Moja droga, – rzekł, biorąc swą żonę czule za ręce, – nie napróżno matka tak posłusznej córki, jak twoja, wysławia przed nią, niemal od urodzenia, pięknego i dzielnego chłopca, który należy prawie do naszej rodziny; nie napróżno mówi całemu światu o zacności jego charakteru i przyklaskuje swemu mężowi, kiedy ten zkolei wychwala przy sposobności jego niezwykłą inteligencję, kiedy mówi z rozrzewnieniem o tysiącznych dowodach poświęcenia, jakich doznał od niego. Gdyby widując i znając tego młodzieńca, którego matka jej i ojciec wyróżniali z pomiędzy wszystkich, ona także nie wyróżniła go, to powiedziałbym, że nie spełnia swoich obowiązków!

– Ach, ojcze! – zawołało dziewczę, ukrywając zmieszaną twarzyczkę na ramieniu matki, – jeżeli odgadłeś mię, to czemu zmusiłeś do mówienia!

– Czemu? – odrzekł ojciec. – Dlatego, moja pieszczotko, by mieć przyjemność słyszenia cię, by być pewniejszym, że się nie mylę, by wreszcie móc powiedzieć w swojem i w matki imieniu, że wybór serca twego zatwierdzamy z największą radością i że chcąc oszczędzić drażliwą delikatność ubogiego a dumnego młodzieńca, o którym mowa, ja mu zrobię tę propozycję – tak! ja sam, bo czytałem w sercu jego, tak jak w twojem! Bądź zatem spokojna! Przy pierwszej dobrej sposobności pozwolę sobie zapytać Marcelego, czy nie zechciałby zostać moim zięciem?…

Niespodzianie zaskoczony tem nagłem przemówieniem, Marceli wyprostował się i stanął jakgdybym pod naciskiem sprężyny. Oktawjusz ścisnął go za rękę, w chwili, kiedy doktór Sarrasin wyciągnął do niego ramiona. Młody alzatczyk był blady jak śmierć. Ale czyż nie tak wyglądają silni ludzie, kiedy do ich serca wstąpi niespodzianie szczęście!…

I-white.on.blue.png Flag of Canada.png This work, or works of this author or translator, are in the Canadian public domain by virtue only of the rule of the shorter term. The application of other rules in the Copyright Act alone would not be sufficient to put it in the public domain. See also: Shorter term: Poland cs | de | en | eo | es | fr | he | pl | ru | zh

SemiPD-icon.png Works by this author are in the public domain in countries where the copyright term is the author's life plus 48 years or less. cs | de | en | eo | es | fr | he | pl | ru | zh
  ▲ top